piątek, 16 stycznia 2009

Bernard o pamiętnikach "Żelaznego"

Zachęcony wpisami z bloga „Żołnierze Wyklęci” postanowiłem nabyć publikację IPNu „Edmund Edward Taraszkiewicz „Żelazny” Trzy Pamiętniki”. Najszybciej i najłatwiej a dodatkowo ze zniżką można to zrobić w siedzibie Instytutu na ulicy Towarowej w Warszawie, co też wczoraj uczyniłem. Przy mnie został sprzedany jeszcze jeden egzemplarz, a kolejny ktoś oglądał.
Na stronie IPNu poświęconej tej pozycji można znaleźć następujący opis:
Edmund Edward Taraszkiewicz „Żelazny” (1921–1951) był ostatnim dowódcą oddziału zbrojnego w Obwodzie WiN Włodawa i równocześnie jednym z najdłużej walczących żołnierzy podziemia antykomunistycznego w Polsce. Dowództwo oddziału przejął po śmierci swojego brata Leona – „Jastrzębia” (1921–1947). Zginął w walce, otoczony przez kilkusetosobową grupę operacyjną UB i KBW. Pozostawił po sobie pamiętniki, zarekwirowane później przez UB, w których opisał zbrojny opór antysowiecki od jesieni 1944 r. do października 1949 r. na terenie powiatu włodawskiego. W żywy i ciekawy sposób zrelacjonował w nich udział żołnierzy podziemia niepodległościowego w walce z komunizmem i coraz bardziej postępującą sowietyzację Polski.
Samą książkę czyta się (jestem w trakcie) jak scenariusz sensacyjnego filmu. Kinemtografia niemiecka wyprodukowałą już kilkanaście filmów o swoim kilkuosobowym ruchu oporu. Dlaczego w Polsce nie ma filmu np. o Żelaznym?

Poniżej ku zachęcie początek pamiętnika Żelaznego:

Akcja na posterunki policji ukraińsko-komunistycznej w Hańsku, Sosnowicy, Pieszowoli, Dubecznie

Przy końcu maja br. otrzymał komendant „Orlis" meldunek od „Grunwalda", że do wsi Lubowierz przyjechał były członek naszej organizacji Wink autem ciężarowym, by zabrać swoją rodzinę na zachód. Komendant „Orlis" udał się wraz z bojówką oraz jeszcze kilkoma ludźmi do Lubowierza, gdzie komendant bojówki „Jastrząb", władający językiem sowieckim zaaresztował Winka, który był ubrany w mundur sowieckiego porucznika. Po zmuszeniu Winka pod groźbą pistoletów do jazdy i po długich ceregielach pojechaliśmy autem do Dubeczna, gdzie rozbroiliśmy milicję składającą się z 8 ludzi. Pojechaliśmy dalej do Hańska, gdzie zarekwirowano w Urzędzie Gminnym maszynę do pisania oraz jeszcze kilka przedmiotów potrzebnych dla nas. Potem pojechaliśmy do Sosnowicy, przedstawiliśmy się tamtejszemu posterunkowi jako Sowieci jadący na pomoc policji. Komendant posterunku w Sosnowicy zapytał się: „Kto tu jest między wami najstarszy?". Na co zgłosił się „Jastrząb" i udał się z nim do budynku murowanego, gdzie się mieścił posterunek, w celu sprawdzenia naszych dokumentów. Za komendantem udali się „Jastrząb", „Brodacz", „Sęp" i „Lew". W kancelarii posterunku obecni byli ze strony policji pięciu ludzi, a reszta, tj. 10 ludzi z policji była na dworze, gdzie rozmawiała z naszymi ludźmi.
W kancelarii „Jastrząb" w odpowiednim momencie wymierzył w komendanta policji z pistoletu, lecz pistolet jego nie wypalił. Był to bardzo dramatyczny moment... Widząc to „Brodacz" wziął na cel trzech milicjantów stojących naprzeciw niego, którzy zorientowali się co się święci i chwytali za broń. Położył ich serią z automatu. „Jastrząb" po zacięciu się krótkiej broni zdołał się ukryć pod stołem, inaczej by zginął od kul komendanta policji. „Sęp" zauważył stojącego na podłodze diektiora, którego jeden z milicjantów usiłował uruchomić, skoczył do niego i zaczął się z nim szamotać, chcąc mu wyrwać diektior z ręki, na co „Brodacz" krzyczy: „pal mu w łeb z pistoletu", czego „Sęp" nie uczynił, gdyż był bardzo miękkiego serca, a ów milicjant niewiele myśląc uciekł... Uciekającego komendanta policji Łucia zastrzelił z visa „Lew" oraz jeszcze jednego milicjanta.
W międzyczasie ci nasi, którzy stali na dworze pod dowództwem komendanta „Orlisa", mieli za zadanie resztę milicjantów rozbroić i zawalić, lecz oni się wszyscy tak pomieszali z milicjantami, że żadnego z nich nie zabili. „Jastrząb" po załatwieniu się w środku schwycił za diektior i zaczął z niego strzelać po drzwiach, które szły na pierwsze piętro, bo przypuszczał, że tam mogą być jeszcze inni milicjanci. Słysząc to, nasi na dworze z komendantem „Orlisem" na czele zaczęli uciekać w pole... Pozostał tylko „Lech", „Barabas" i Wink, którego pilnował „Lech" z karabinem w rękach oraz jeszcze trzech berlingowców. Tylko ci ludzie nie ustraszyli się niczego i pozostali tam, gdzie ich pozostawiono! W wewnątrz zaś po tych dramatycznych chwilach „Jastrząb", „Brodacz", „Sęp", „Barabas" zabrali broń, która była w pokojach oraz papiery znalezione przy pobitych milicjantach i wyszli na dwór, a tu nikogo nie ma...
Odgłos walki usłyszeli Ukraińcy ze wsi Górki, którzy zaczęli strzelać do nas z odległości l km. Przyznać trzeba, że były to strzały na postrach, gdyż Ukraińcy nie wiedzieli, co się właściwie w Sosnowicy dzieje. W każdym bądź razie „Jastrząb", mając przy sobie tylko trzech ludzi nie ryzykował dłużej pozostawać w Sosnowicy. Bojąc się, że zostanie okrążony, zapalił cały budynek. Gdy strzały od Ukraińców zaczęły być coraz gęściejsze wyjechał z Sosnowicy, stanął na drodze krzycząc i wołając na p. komendanta „Orlisa" i tych, którzy pouciekali. Po długich wołaniach powyłazili oni z krzaków [i wsiedli] do auta. Przez ucieczkę ludzi, którzy stali na dworze i mieli zadanie zbadać budynek, przeoczona została piwnica pod posterunkiem, w której był magazyn broni i amunicji, a który następnie pod wpływem ognia wyleciał w powietrze.
Pojechaliśmy dalej do wsi Pieszowola, gdzie rozbroiliśmy cały tamtejszy posterunek i pojechaliśmy do kwater. W akcji tej zdobyto: 2 karabiny maszynowe, 6 automatów, 5 szt. broni krótkiej, 30 granatów i około 50 karabinów ręcznych.
Powyższa akcja obeszła się dzięki Opatrzności Boskiej bez żadnych ofiar.

Blog "Żołnierze Wyklęci Zapomniani Bohaterowie"
Edward Taraszkiewicz
Edmund Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, Trzy pamiętniki
57 rocznica śmierci ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"
FOTORELACJA Z ODSŁONIĘCIA POMNIKA W HOŁDZIE ŻOŁNIERZOM POR. "JASTRZĘBIA" i PPOR. "ŻELAZNEGO" - WŁODAWA 12 X 2008 r.
"Każdy z nas chciał być "Jastrzębiem"...
Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" - część 1
Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" - część 2
"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY"... - KSIĄŻKA DO POBRANIA
TRZEBA PRZECZYTAĆ !!!
62 rocznica śmierci por. "Jastrzębia"
PROMOCJA PAMIĘTNIKÓW "ŻELAZNEGO"

Brak komentarzy: